2016-11-18
Kategoria: Cywilizacja

Historia ludzkiego głodu. Wstydliwa karta cywilizacji

glod-hunger-el-hambre

Znamy głód, jesteśmy przyzwyczajeni czuć głód, dwa, trzy razy dziennie. Ale między tym zwykłym, powszednim, powtarzającym się i codziennie nasycanym głodem a rozpaczliwym głodem tych, którzy nie mogą go zaspokoić, rozciąga się przepaść, szeroka jak świat.

Głód był zawsze dźwignią zmian społecznych, postępu technicznego, rewolucji, kontrrewolucji. Nic tak mocno nie wpłynęło na losy ludzkości. Żadna choroba, żadna wojna nie pochłonęła więcej ofiar. Wciąż jeszcze żadna plaga nie jest tak niszczycielska – i jednocześnie tak łatwa do zwalczenia – jak głód.

Blisko 800 milionów ludzi cierpi głód. Prawie co dziesiąta osoba na świecie nie ma co jeść. Co pięć sekund ktoś umiera z powodu głodu. Tak, drodzy czytelnicy: witamy w XXI wieku.

1

Nigdy nie dowiemy się naprawdę, jaki był nasz początek, istnieją jednak różne hipotezy. Faustino Cordón w książce Cocinar hizo al hombre (Gotowanie stworzyło człowieka) wysuwa tezę, że człowiek ewoluował, ponieważ nie potrafił robić tego, co robiły inne stworzenia. Naszymi przodkami były małpy, które skakały po drzewach, szukając pączków, liści, czasem ukrytego insekta. Niektóre z nich zaczęły chętniej i lepiej zwieszać się z gałęzi – i dały początek wielkim małpom człekokształtnym, zwierzętom, u których wykształciły się potężne ramiona i mocne klatki piersiowe, pozwalające przenosić się z gałęzi na gałąź. Te wielkie małpy zawładnęły atrakcyjnym terytorium i wygnały inne. Nasi przodkowie, nieudolni, bezsilni, musieli zejść z tych drzew i urządzić sobie życie na ziemi.

Podobno wraz z tą porażką zaczęła się historia człowieka.

Niektórzy twierdzą – biorąc pod uwagę przeludnienie, zmiany klimatyczne, wyjałowienie ziemi i niedobór wody – że nadchodzi „wojna o żywność”. Ale wojna o żywność toczyła się od zawsze i wciąż trwa. Tyle że pośród bitew następują momenty względnego spokoju, w czasie których zwycięzcy okazują się do tego stopnia silni, że nie muszą walczyć dalej, żeby smakować triumf.

Hominidy kiedy już zeszły z drzew, musiały konieczność uczynić wartością: nauczyły się lepiej chodzić, wyrobiły sobie silniejsze kończyny dolne i sprawniejsze ramiona i dłonie, których już nie potrzebowały, aby się zwieszać, a które pozwalały operować prymitywnymi narzędziami, takimi jak kamień, kość, kij. Proces ten miał trwać miliony lat i doprowadził do zasadniczych zmian, między innymi – w związku z nowymi warunkami życia – do przyjęcia postawy wyprostowanej. Teraz narzędzia przenosiło się, a nie ciągnęło jak kiedyś, przy wspinaniu na drzewo. Zwiększył się również stopień wspólnotowości życia, gdyż małpy, niepewne w nowym środowisku, musiały troszczyć się o siebie i opiekować się sobą nawzajem. Stąd wynikł także powolny rozwój form komunikowania się – pierwsze próby tworzenia języka.

Dzięki narzędziom, które miały kompensować oczywistą w tylu aspektach ułomność człowieka – nie jesteśmy specjalnie silni, nie potrafimy skakać ani biegać tak dobrze jak inne stworzenia, nie mamy zbyt dobrego wzroku, węchu ani słuchu, nie mamy potężnych szponów ani zębów – przodkowie nasi mogli urozmaicać swoje pożywienie: jednymi kijami zabijali zwierzęta, innymi przekopywali ziemię w poszukiwaniu korzonków i bulw, kamieniami zaś rozbijali znajdowane kości, aby wydobyć z nich szpik. Ich organizmy przystosowywały się do nowych potraw – które z kolei wpływały na ich fizjologię.

Dzika horda: zwierzęta skaczą wokół zwierzęcia mniejszego, słabszego albo martwego, warcząc na siebie, wyszarpując je sobie, zjadając po kawałku – oto pierwsze obrazy głodu.

Zdolność życia w społeczności wzrosła, kiedy ci prymitywni myśliwi postanowili zrobić to, co teraz czyni pierwszy lepszy gracz giełdowy: rozłożyć ryzyko. Te półmałpy nie mogły kupować zróżnicowanych akcji, mogły jednak stowarzyszyć się z innymi na pół ludźmi, swoimi kuzynami czy sąsiadami, i każdego dnia dzielić między siebie zdobycz. Jeśli jedna z małp nie zdobyła tyle, ile trzeba, jadła i tak, bo jadły inne. Z lęku przed pozostaniem bez jedzenia zaczęły się formować społeczeństwa; więzi między istotami ludzkimi zacieśniały się. Kształtowała się zasada wzajemności: coś ci daję, oczekuję jednak, że dasz mi coś porównywalnego; towarzyszyła temu i ufność, i podejrzliwość.

hunger-meat-bacon

Głód był ich życiową kondycją. Przed trzema czy czterema milionami lat hominidy żyły z dnia na dzień, w trudnych warunkach i wśród niebezpieczeństw, nieustannie zmuszane do szukania pożywienia. Żywiły się przede wszystkim rozmaitymi roślinami oraz mięsem padłych zwierząt, były padlinożercami. Spożywane w coraz większych ilościach białko i tłuszcze zwierzęce sprawiały jednak, że powoli rosły ich głowy i mózgi; z kolei lepiej rozwinięte mózgi umożliwiały im zdobycie lepszego pożywienia, które znowu rozwijało ich możliwości – i tak dalej. U hominidów zachwiana została zwykła u innych stworzeń proporcja między ciałem a mózgiem, ich organizmy zaczęły więc potrzebować coraz więcej strawy dla odżywienia nieproporcjonalnie dużych mózgów.

Ale organizm ludzki jest tworem archaicznym: został dostosowany do zupełnie innych czasów i innego życia. Nieraz było jedzenie, a nieraz nie. Naszym przodkom nie zawsze udawało się znaleźć nadające się do zjedzenia liście czy zwierzę; decydował przypadek.

W tamtej epoce ukształtowała się nasza fizjologia. Powstał system, w którym uczucie sytości trwa bardzo krótko, a pewne hormony nieustannie dopominają się o pokarm. To niesłabnące łaknienie, stała chęć jedzenia miały za zadanie nie dopuścić do momentów, w których pokarmu by zabrakło. To właśnie zwykliśmy nazywać głodem: zespół objawów fizycznych wskazujących na potrzebę jedzenia.

Niemniej dla poradzenia sobie z postem organizm ukształtował także system rezerw: ludzie zdolni są gromadzić energię w formie tłuszczu.

Wtedy właśnie, przed niecałym milionem lat, nie wiadomo w jaki sposób – hipotez jest wiele – istoty te odkryły moc ognia.

prehistoric-man-fire

(Wiele tysiącleci później, kiedy nabrały przekonania o własnej inteligencji, uznały to odkrycie za swój początek. Ogień – jak opowiadały ich mity, na przykład mit o Prometeuszu – uczynił z nich ludzi, oddzielił ich od zwierząt).

Niewykluczone, że na początku ogień nie był wykorzystywany do przyrządzania jedzenia, że istoty będące jeszcze na poły małpami używały go do ogrzania się i ochrony przed innymi zwierzętami, i przez przypadek zorientowały się, że pożywienie czasem smakuje o wiele lepiej, jeśli się je potraktuje ogniem. Ale kiedy zaczęły piec, dokonała się zasadnicza zmiana: stały się pierwszymi zwierzętami, które nie jadły tylko tego, na co natrafiły, lecz także to, co przetworzyły dla poprawienia jakości. Które kulturę – jedną z pierwszych form kultury – wprowadziły między mięso przyrządzanych stworzeń a własne żołądki. Przetwarzanie żywności uczyniło nas ludźmi.

hunger-grill-steak

Samce i samice nauczyły się polować i przygotowywać razem strawę, zyskiwać więcej czasu na myślenie o sprawach, które nie wiązały się z polowaniem ani przygotowywaniem jedzenia, pomagać sobie wzajemnie, opiekować się długo swoim potomstwem – dzieci, mając większe głowy, musiały rodzić się w znacznie wcześniejszym stadium rozwoju, żeby móc przecisnąć się przez kanał rodny – i rozwinęły języki, które uczyniły ich nareszcie ludźmi, mężczyznami i kobietami.

Głód przestał być dla niektórych czymś zawsze obecnym.

Próba refleksji na temat tamtej epoki może przyprawiać o zawrót głowy: wyobrazić sobie życie półnagich kobiet i mężczyzn błąkających się po lasach i równinach w poszukiwaniu czegoś do zjedzenia, bez jakiegokolwiek pojęcia o tym, co było, co będzie – to uzmysłowić sobie na zasadzie kontrastu skalę wszystkiego, co wymyśliliśmy.

Umiejętność przetwarzania żywności niesłychanie rozszerzyła granice tego, co jadalne. Mnóstwo roślin i zwierząt, których ludzie nie mogli strawić na surowo, okazało się możliwe do zjedzenia po ugotowaniu czy upieczeniu. Nasi przodkowie stali się wówczas faktycznie wszystkożerni.

Proces ten trwał tysiące lat. Pozyskiwanie coraz to nowych produktów żywnościowych było równoznaczne z zawłaszczaniem świata: im więcej go jem, tym bardziej czynię go moim. Zaczęliśmy się stawać maszynką do jedzenia wszystkiego, którą jesteśmy do teraz. Jemy zwierzęta, rośliny, minerały: korzenie, korę, łodygi, liście, owoce, kwiaty, nasiona, grzyby, glony, mięczaki, ryby, ptaki, embriony ptaków, gady, owady; a ze ssaków, czyli z tej samej gromady zwierząt, jemy mięso, krew, skórę, szpik, a nawet wydzielinę gruczołową nazywaną przez nas mlekiem czy serem. Konsumujemy też spore ilości mielonego twardego minerału, który nazywamy solą.

Umiejętność zaspokojenia głodu jest jednym z głównych powodów, dla których w ciągu stu tysięcy lat liczba ludzi wzrosła z kilkuset tysięcy do, jak dotychczas, siedmiu miliardów. Ta eksplozja demograficzna to najlepszy dowód, że gatunek się przyjął.

Nic bardziej zdradliwego niż być – uważać, że się jest – gatunkiem.

Wzrost liczebności był procesem długim, skomplikowanym. Prawdopodobnie podnosiła się temperatura, zmieniały ekosystemy, zaczynało brakować zwierząt i myśliwi przeszli na zbieractwo. Myśliwi-zbieracze stosowali ścisły system kontroli urodzeń – obejmujący, ma się rozumieć, dzieciobójstwo – dla zapewnienia równowagi między liczbą ludzi a ilością pożywienia. Wciąż zastanawiamy się, czy tę kontrolę utracili i dlatego poczuli się zmuszeni, żeby wymyślić nowy sposób odżywiania się, czy też ów nowy sposób pozwolił im zarzucić kontrolę. Znowu pytanie: co było pierwsze, jajko czy kura.

Eksplozja demograficzna tak czy owak dała o sobie znać z całą mocą, gdy rozwinęło się rolnictwo. To jedna z wielkich chwil – i wielkich zagadek – w dziejach człowieka, choć niektórzy historycy twierdzą, że była to przede wszystkim jedna z wielkich chwil w dziejach kobiety. Przed dziesięcioma czy dwunastoma tysiącami lat ludzie w różnych miejscach – na Bliskim Wschodzie, w Ameryce Środkowej, Chinach, Nowej Gwinei, Afryce tropikalnej – mniej więcej w tym samym czasie odkryli, co należy robić, aby rośliny, które znajdywali przypadkowo, rosły tam, gdzie chcieli. Wydobywać z nich ziarno, wsiewać w ziemię, czekać – a przy okazji wymyślać bogów, których można by prosić o deszcz. Jeśli chodzi o bogów, nie skończyło się oczywiście na nich samych; pojawili się mężczyźni, którzy utrzymywali, że potrafią z nimi rozmawiać i wyjaśniać ich niejasne słowa i sprzeczny sens przekazów. Kapłani wraz z religiami stanowili, w pewnym sensie, organizmy pasożytujące na pierwotnych uprawach zbóż.

Równocześnie ludzie odkryli, że to, co robią z roślinami, potrafią również robić ze zwierzętami: udomawiać je i hodować, żeby pozyskiwać ich mięso i mleko czy jaja – nie mówiąc o sile pociągowej, wykorzystywanej do produkcji jeszcze większej ilości pożywienia.

Teraz, gdy wydaje się, że nie istnieje nic równie tradycyjnego jak uprawa ziemi, trudno wyobrazić sobie epokę, w której rolnictwo oznaczało nowoczesność, było najświeższym wynalazkiem zmieniającym życie ogromnej rzeszy ludzi. Oczywiście rodził się przy tym pewien niepokój; to, co nowe, zazwyczaj budzi lęk. Wielu obawiało się, że orka to gwałt na Matce Ziemi; że ta, obracana, męczona, ujarzmiana przez swoje dzieci, będzie się mścić. W wielu mitologicznych opowieściach występuje motyw lamentu nad tą niedopuszczalną przemocą; można w tym dostrzec zalążki zaangażowania proekologicznego.

Była to zmiana radykalna. Nikt wcześniej nie mógł być pewny, czy za kilka miesięcy będzie miał coś do jedzenia. Ale wraz z bezpieczeństwem pojawiła się konieczność pozostawania na określonym terytorium – póki ziarno nie wyda plonu. Zaczęły powstawać pierwsze wioski, w których można się było zainstalować i czekać – zamiast nieustannie krążyć, szukając roślin i tropiąc zwierzęta. Wykształciło się pojęcie przyszłości jako czasu, w którym zachodzą możliwe do przewidzenia zjawiska, zaistniała możliwość refleksji nad nimi i formułowania planów.

Pojawiła się potrzeba przechowywania ziarna. Jedna z wielkich zapomnianych zmian w historii nastąpiła wtedy, gdy ludzie nauczyli się przechowywać żywność. Znów mamy dylemat jajka i kury: może odkryli sposób produkowania większej ilości żywności i stanęli wobec problemu jej magazynowania. Najprawdopodobniej jednak znaleźli sposób konserwacji i wówczas zaczęli się zastanawiać, jak produkować więcej niż to, co potrzebne na dziś i na jutro. Wytwarzali więcej żywności, więcej przechowywali, odkrywali inne, nowe sposoby produkcji, i tak dalej: ukształtowały się nasze społeczeństwa.

Zaczęliśmy być – na dobre i na złe, tak po prostu – tym, czym jesteśmy.

Ludzie zaczęli jeść posiłki o określonych porach. Dokonali ogromnego skoku, uznali bowiem, że mają zagwarantowany stały dostęp do dostatecznej ilości jedzenia. Mogli pozwolić sobie nawet na to, żeby nie jeść, mając coś do zjedzenia – mimo że wcześniej zawsze zjadali natychmiast wszystko, co mieli, jak robią do tej pory pozostałe istoty żywe.

Utrzymujący się głód to pierwotny stan, w którym funkcjonował człowiek, a ulga świadomości, że nie trzeba będzie szukać godzinami pożywienia, jest najważniejszą zdobyczą kulturową. Im bardziej jesteśmy syci, tym bardziej jesteśmy ludźmi. I tym bardziej jesteśmy ludźmi, im mniej czasu musimy poświęcać na nasycenie się pokarmem. Proces cywilizacyjny to droga od stanu, w którym cały czas poświęcany jest na zdobywanie pożywienia, do stanu, w którym poświęcamy go na ten cel możliwie najmniej. Im większy głód, tym bardziej jesteśmy zwierzętami, im mniejszy – tym bardziej ludźmi.

Zależność tę można zaobserwować również współcześnie.

prehistoric-man-hunting

1234

O Autorze

 > 

John Lennon „Imagine”: Imagine there’s no Countries… Imagine no Possession… Nothing to Kill or Die For… And no Religion too… No Need for Greed or Hunger… A Brotherhood of Man… (Niestety, John, dziś żyjemy w innym świecie. Twoje idee, lepsze czy gorsze, zostały wypaczone). Mahatma Gandhi: Na początku cię ignorują. Potem śmieją się z ciebie. Następnie z tobą walczą. W końcu wygrywasz • Siedem grzechów społecznych: polityka bez zasad, bogactwo bez pracy, przyjemność bez sumienia, wiedza bez osobowości, wiara bez poświęcenia, nauka bez człowieczeństwa oraz handel bez moralności • Religie to różne drogi prowadzące do tego samego celu. Jakaż to jest różnica, którą z nich wybierzemy? Jaki cel więc mają te kłótnie między nami? • Słabi nigdy nie potrafią przebaczać. Przebaczenie jest cnotą silnych • Jakże wielkiej daniny grzechu i błędów wymaga od człowieka bogactwo i władza • Nie znam większego grzechu niż uciskanie słabszych w imieniu Boga • Jest wiele powodów, dla których mogę być przygotowany na śmierć, ale nie ma żadnego, dla którego gotów byłbym zabić. Albert Einstein: Nie ma rzeczywistości samej w sobie, są tylko obrazy widziane z różnych perspektyw • Gdy miałem dwadzieścia lat, myślałem tylko o kochaniu. Lecz później kochałem już tylko myśleć • Tylko dwie rzeczy są nieskończone: wszechświat i ludzka głupota. Co do tej pierwszej istnieją jednak pewne wątpliwości • Nauka bez religii jest kaleka, religia bez nauki jest ślepa • Jestem bardzo głęboko religijnym niewierzącym • Gospodarcza anarchia społeczeństwa kapitalistycznego w jego dzisiejszej formie jest, moim zdaniem, prawdziwym źródłem zła • Wszyscy wokół wiedzą, że czegoś nie da się zrobić. I wtedy pojawia taki, który o tym nie wie, i on właśnie to coś robi • Nie wiem, jaka broń będzie użyta w trzeciej wojnie światowej, ale czwarta będzie na maczugi.



Ruch Lotniczy nad Ziemią 24H

Artykuły w Kategoriach:

Poznaj Chiny

Pogoda

Warszawa
2017-12-17, 13:02
Przeważnie pochmurnie
3°C
Odczuwalna: 4°C
Ciśnienie: 1020 mb
Wilgotność: 80%
Wiatr: 1 m/s WSW
Prognoza: 2017-12-17
dzień
Gwałtowne deszcze
2°C
noc
Częściowo pochmurno
-3°C
 

Teleskop Hubble'a