2016-11-18
Kategoria: Cywilizacja

Historia ludzkiego głodu. Wstydliwa karta cywilizacji

famine-memorial-ireland

Famine Memorial w Dublinie – pomnik ofiar Wielkiego głodu w Irlandii (1845–1849). W tych latach ludność kraju zmniejszyła się z 9 milionów do 6,5 miliona (1,5 mln zmarło z głodu, 1 mln wyemigrowało, głównie do USA).

Sytuacje takie nie następowały po sobie oczywiście w sposób regularny, nie powtarzały się cyklicznie. Był to raczej kręty szlak pośród różnych zmiennych: poprawiały się narzędzia i technika uprawy roli, zajmowano nowe ziemie, produkowano więcej żywności – następował wzrost populacji, póki na skutek tegoż wzrostu znowu nie zaczynało brakować jedzenia albo też wojna czy zaraza nie załamywały tak chwiejnej zawsze równowagi. W tamtych czasach, w Europie, kryzysy tego typu były gwarantowane i powtarzały się nieustannie, niemal w każdym miejscu.

Jeden z takich cykli pauperyzacji zaczął się w początkach XIV wieku, a jego kulminację stanowiło pojawienie się w 1348 roku choroby, która zaatakowała osłabioną ludność Europy: wskutek dżumy, zwanej czarną śmiercią, wymarła jedna czwarta jej mieszkańców.

W społeczeństwach, w których tylu ludzi cierpiało głód, ci, którzy byli od niego wolni, narzucali sobie posty. Głód zawsze stanowił formę pewnego oczyszczenia. Religie monoteistyczne kładą silny nacisk na stan braku pokarmu, starając się narzucić post, czyli kontrolowaną formę głodu, i udowodnić, że jakiś bóg i jego słudzy potrafią zmusić nas do robienia tego, czego byśmy inaczej nie zrobili. Zmusić do zadawania sobie gwałtu dla oddania hołdu najbardziej absolutnej władzy.

Religia musi być narzucana wbrew naturze. Jest to kultura w postaci ekstremalnej: kultura, która tłumaczy ten świat, stwarzając inne. Post jest triumfem kultury, pomnikiem jej dumy. W myśleniu religijnym – takim, które zakłada, że istnieje coś lepszego niż ludzie, czyli że my, ludzie, jesteśmy rasą niższą – jedzenie stanowi wyraz słabości. Bylibyśmy lepsi, gdybyśmy nie musieli jeść. Jedzenie zawsze było pojmowane jako powinność przykra, niska. Istoty wyższe są od niej wolne. Tradycja chrześcijańska nie wspomina nigdzie, żeby Bóg cokolwiek jadł; w grecko-rzymskiej, na przykład, antropomorficzni bogowie żywili się nektarem i ambrozją. Post jest właściwy aniołom – twierdzili chrześcijanie – wykracza poza to, co naturalne.

Pościć to znaczy akceptować zakłócenie naturalnego porządku, przyjąć porządek kulturowy, religijny, który jawi się jako nadprzyrodzony, czy raczej prenaturalny, uprzedni w stosunku do natury, stwarzający ją. Natura to dekadencja – ciało to dekadencja. Do dekadencji prowadzi karmienie ciała; to, co nadprzyrodzone, naprawia, koryguje ciało.

Nie ma nic bardziej prymitywnego niż jeść, aby zaspokoić głód.

food-dinner

Dla większości tamtych ludzi obżarstwo nie było jednak grzechem, było cudem. Tylko nieliczni jedli dużo; bardzo liczni jedli mało i odżywiali się źle. Spożywanie mięsa stanowiło niemal wyłączny przywilej szlachetnie urodzonych, rezerwujących sobie prawo do polowania. Przez ponad tysiąclecie dieta mieszkańców Europy była tak uboga, że każde pogorszenie warunków życia stanowiło dla nich zagrożenie.

Przez całe stulecia głód oznaczał po prostu niedostateczną ilość pożywienia – technika uprawy była prymitywna, zbiory mogły się nie udać na skutek złej pogody lub wojny. Lecz poza tym pożywienie nie zawierało zwykle niezbędnych składników; skutkowało to chronicznym, permanentnym niedożywieniem. W Hôtel-Dieu, wielkim szpitalu w średniowiecznym Paryżu, wielu pacjentów wracało do zdrowia dzięki samej hospitalizacji; poprawę stanu przypisywano czasem cudowi. Wiele lat później stwierdzono, że pacjenci zdrowieli, gdyż jedli chleb pszenny, bardziej pożywny niż ciemne pieczywo – z otrębów jęczmiennych bądź żytnich – na którym musieli poprzestawać u siebie, we własnych domach.

Potrawy bogatych, potrawy biednych. Przez większą część średniowiecza potrawy spożywane przez warstwy uprzywilejowane miały w sobie solidną porcję przypraw: różnych rodzajów pieprzu, goździków, cynamonu, imbiru, szafranu. Niewielu było stać na takie rarytasy. Od XVI wieku, kiedy przyprawy staniały na skutek ożywienia światowego handlu, w bogatych domach pojawił się nowy styl gotowania, oparty na smalcu, świeżych warzywach i innych produktach, do których w miastach dostęp mieli nieliczni. Było to powtórzenie na szerszą skalę podstawowego zróżnicowania: mieć albo nie mieć, jeść albo nie jeść.

food-sushi

Zróżnicowania, którego na dodatek bronili ówcześni lekarze. Wiele nader uczonych traktatów – jak Régime de santé pour les pauvres, facile à tenir Jacques’a Dubois wydany w Paryżu w roku 1545 – stwierdzało, że biedni powinni trzymać się przynależnej im diety, jeść przede wszystkim czarny chleb, cebulę, czosnek, pory, ciecierzycę, owsiankę, ewentualnie boczek, zupy, a delikatne przysmaki pozostawić panom, którzy potrafili je konsumować. Dla swego dobra, ma się rozumieć. Ich żołądki nie były bowiem przyzwyczajone do ptactwa, ryb, słodyczy, bakalii, do wyrafinowanych smaków, i nie umiałyby tych rzeczy strawić; mogłoby się to skończyć chorobą i śmiercią. Widzimy, że nauka troszczyła się o ubogich tak jak i teraz.

„Zasiadł oto Cabra za stołem i odmówił błogosławieństwo. Spożywali wieczerzę pod znakiem wieczności, bez początku i końca. Przyniesiono bulion w drewnianych miseczkach, tak przejrzysty i blady, że gdyby się w jednej z nich przeglądał Narcyz, w większym byłby niebezpieczeństwie niż nachylony nad źródłem” – śmiał się mistrz Quevedo 1 ”.

Ludzie, którzy cierpieli głód, chcąc dać upust fantazji, w walce z nim wymyślali niezwykłe miejsca, krainy szczęśliwości, gdzie domy zbudowane są z szynki, dachy z łososi i okoni, a „na ulicach pieką się ogromne gęsi, same się obracają, polewane białym sosem czosnkowym, i same układają na nakrytych białymi obrusami stołach, obok fontann tryskających winem”. Miejsca te nazywane były w zależności od kraju Cocagne, Cuccagna, Kukania czy Jauja – kraina pieczonych gołąbków – i zawsze znajdowały się daleko, za morzami. I, o dziwo, pewnego dnia żeglarze, których można by uznać za żeglarzy hiszpańskich, stwierdzili, że tę krainę znaleźli. Nowo odkryta Ameryka nie oferowała aż takich luksusów, niemniej produkty, które zostały stamtąd przywiezione, na zawsze odmieniły żywność świata. Ziemniaki, pomidory, kukurydza, papryka i wiele innych sprawiły, że biedni mieli odtąd coś na pociechę – w żadnym razie jednak nie pieczone gołąbki; głód utrzymywał się, a ludzie odżywiali się coraz gorzej.

Powtórzyła się sytuacja, która zaistniała wraz z pojawieniem się rolnictwa: rozwój technik rolnych i eksplozja demograficzna sprawiły, że więcej ludzi jadło potrawy mniej urozmaicone, odżywiało się gorzej.

food-cake

Były to czasy, w których Jonathan Swift pisał swój esej A Modest Proposal (1729), jedną z wielkich satyr w historii, w której sugerował rozwiązanie problemu głodu w Irlandii poprzez zjadanie głodujących:

„Zostaje zaledwie sto dwadzieścia tysięcy nowo narodzonych dzieci biedaków rocznie. A teraz zapytajmy: jak wszystkie te dzieci wyżywić i wychować, skoro, jak się rzekło, w obecnym stanie rzeczy żadną znaną metodą nie podobna tego dokonać. Ponieważ nie możemy dać im zatrudnienia ani w rzemiośle, ani na roli, skoro ani domów nie budujemy (ma się rozumieć, po wsiach), ani ziemi nie uprawiamy; zaś mało które dziecko, chyba nad wiek pojętne, przed szóstym rokiem może się samo ze złodziejstwa wyżywić, a lubo przyznaję, że do rzemiosła tego są od małego przysposabiane, w młodszym wieku za czeladników jeno uchodzić mogą, a to wiem od pewnego znacznego dżentelmena z hrabstwa Cavan, który mnie zapewnił, że nawet w owej słynącej z biegłości w rzeczonym rzemiośle części naszego królestwa spotkał się może z paroma przypadkami złodziejaszków mniej niż sześć lat mających.

Dowiedziałem się od kupców naszych, że chłopak albo dziewczyna przed dwunastym rokiem życia nie jest poszukiwanym towarem; nawet po osiągnięciu tego wieku, dają za niego albo nią nie więcej jak trzy funty, w najlepszym razie trzy funty i pół korony, z czego ani rodzice, ani królestwo nijakiego nie mają zysku, jako że wyżywienie i najnędzniejszy przyodziewek musiały kosztować co najmniej cztery razy więcej.

Teraz przeto niech wolno mi będzie podzielić się mymi przemyśleniami, które, jak ufam, najmniejszej nie powinny wzbudzić obiekcji.

Pewien mój londyński znajomek, dobrze znający się na rzeczy Amerykanin, zapewnił mnie, że młodziutkie i zdrowe, dobrze odżywione roczne niemowlę wielce jest smakowitym i nader pożywnym pokarmem, zarówno duszone w jarzynach, jak i pieczone, smażone czy gotowane, z czego wnoszę, iż nadaje się także do przyrządzenia gulaszu albo potrawki.

Przeto pozwalam sobie pokornie poddać ogółowi pod rozwagę propozycję, aby z owych wyliczonych wcześniej stu dwudziestu tysięcy dzieci zachować dwadzieścia tysięcy dla dalszego rozrodu, z czego jedną czwartą stanowiłyby dzieci płci męskiej – więcej, niż się zazwyczaj praktykuje w hodowlach owiec, bydła rogatego czy świń – a to przez wzgląd na to, iż są to po większej części dzieci nieślubne, którą to okoliczność nasi barbarzyńcy za nic sobie mają, tedy jeden samiec do obsłużenia czterech samic wystarczy. Pozostałe sto tysięcy dzieci, kiedy osiągną jeden rok życia, można by oferować na sprzedaż dostojniejszym a bogatszym obywatelom królestwa, przykazawszy wprzódy matkom, aby w ostatnim miesiącu obficie karmiły maleństwa piersią, a to dla dodania im przed podaniem na stół pulchności. Na przyjęcie w gronie przyjaciół z jednego dziecka dwa dania mieć można, a gdy rodzina sama do stołu zasiada, zadnia i przednia część na grzeczny wystarczy posiłek, zaś przyprawione odrobiną soli i pieprzu na czwarty dzień, osobliwie zimą, najlepsze będą, kiedy je ugotować” 2 .

Nie jest potwierdzone, czy propozycja Swifta została zrealizowana. Choć nie można tego wykluczyć. Na przykład jego krajan, wielebny Thomas Malthus, potraktował ją chyba raczej na serio.

„Tymczasem lud Paryża dosłownie umierał z głodu. Każdego dnia z głębi owych mrocznych dzielnic, w których czyha niepokój, mieszka zaś bladość, od czwartej rano wychodziły grupki kobiet, dzieci, starców, wołających wielkim głosem, że chcą żyć. Chleb był zdobyczą. I to jaki chleb! Masa, której brunatny kolor, ziemisty smak, cuchnąca woń mówiły o szkodliwych składnikach zmieszanych z mąką. Któż opisze rozpacz matki, trzymającej na kolanach głowę swego dziecka zmarłego z głodu!”, pisał w Histoire de la Révolution française Louis Blanc.

Głód był i tutaj początkiem. Robotnik paryski zarabiał dziennie mniej niż 20 sous. Bochenek chleba ważący cztery funty – niecałe dwa kilogramy – który stanowił niemal całe jego codzienne pożywienie, osiągnął cenę 15 sous. Dlatego rewolucja zaczęła się od tego, że tysiące ubogich mieszkańców Paryża zażądały chleba – otrzymując w odpowiedzi jeden z najmniej lubianych żartów w historii: „Skoro nie mają chleba, niech jedzą ciastka”.

Rozpoczęła się rewolucja, trwająca, w pewnym sensie, do dzisiaj.

food-ham-wine*  *  *

Martín Caparrós, Głód (El hambre). Wydawnictwo Literackie, marzec 2016 r. Stron: 716.

glod-caparros-bookPonad 795 milionów ludzi na świecie wciąż cierpi głód. Co dziewiąty mieszkaniec Ziemi nie ma co jeść. Niemal połowa dzieci, które kończą życie przed piątymi urodzinami, umiera z powodu niedożywienia – 3 miliony każdego roku. „Większość głodujących to ubodzy mieszkańcy krajów rozwijających się. Wciąż jest na świecie 1,4 miliarda ubogich. Miliard czterysta milionów ubogich, czyli ludzi, którzy nie mają niczego z rzeczy uznawanych przez nas za tak codzienne, tak oczywiste – domu, jedzenia, ubrania, światła, wody, perspektyw, nadziei, przyszłości – nie mają teraźniejszości”. Caparrós w porywający sposób przedstawia historię zmagań człowieka z głodem na przestrzeni tysiącleci i udowadnia, że to właśnie głód był jednym z, a być może nawet najważniejszym czynnikiem, który ukształtował naszą cywilizację. Filozofia, sztuka, ekonomia, rolnictwo, gospodarka – u ich źródeł zawsze znajdziemy jedno słowo. Głód.

Dlaczego współczesny świat nie potrafi rozwiązać problemu głodu? Martín Caparrós, jak na rasowego dziennikarza przystało, unika prostych odpowiedzi. Odwiedza wielkie biurowce, siedziby światowych firm i przeludnione slumsy. Na kilkuset stronach bezlitośnie obnaża mechanizmy pogłębiające problem niedożywienia. Eksplozja demograficzna, nierówności społeczne, spekulacje cenami żywności, masowy wykup ziemi, fundusze walutowe, korupcja, wielkie korporacje – to wszystko tworzy złożony system, w starciu z którym jednostka nie ma żadnych szans.

„Autor zdołał ukazać straszliwą globalną normalność jako skandal” – Frankfurter Allgemeine Zeitung.

„Caparrós […] stworzył opowieść, która nie daje zasnąć. Powstał nie lament i nie manifest, lecz poruszająca wiwisekcja straszliwej prawdy o tym, jak pozwalamy głodować blisko miliardowi ludzi. To, jak dotąd, najważniejsza książka XXI stulecia” – Paulina Wilk.

Przedstawiliśmy zaledwie krótki fragment tej poruszającej książki. Wydana po polsku w marcu 2016 r. jest przez wielu uważana za jedną z najważniejszych publikacji w XXI wieku. Powinna być obowiązkową lekturą dla każdego, szczególnie może elit polityki i biznesu, by uświadamiać, że – mimo iż zdobyliśmy Księżyc, wprowadzamy coraz bardziej wyrafinowane technologie – zgubiliśmy gdzieś po drodze nasze człowieczeństwo.

1234

O Autorze

 > John Lennon „Imagine”: Imagine there’s no Countries... Imagine no Possession... Nothing to Kill or Die For... And no Religion too... No Need for Greed or Hunger... A Brotherhood of Man... (Niestety, John, dziś żyjemy w innym świecie. Twoje idee, lepsze czy gorsze, zostały wypaczone). Mahatma Gandhi: Na początku cię ignorują. Potem śmieją się z ciebie. Następnie z tobą walczą. W końcu wygrywasz • Siedem grzechów społecznych: polityka bez zasad, bogactwo bez pracy, przyjemność bez sumienia, wiedza bez osobowości, wiara bez poświęcenia, nauka bez człowieczeństwa oraz handel bez moralności • Religie to różne drogi prowadzące do tego samego celu. Jakaż to jest różnica, którą z nich wybierzemy? Jaki cel więc mają te kłótnie między nami? • Słabi nigdy nie potrafią przebaczać. Przebaczenie jest cnotą silnych • Jakże wielkiej daniny grzechu i błędów wymaga od człowieka bogactwo i władza • Nie znam większego grzechu niż uciskanie słabszych w imieniu Boga • Jest wiele powodów, dla których mogę być przygotowany na śmierć, ale nie ma żadnego, dla którego gotów byłbym zabić. Albert Einstein: Nie ma rzeczywistości samej w sobie, są tylko obrazy widziane z różnych perspektyw • Gdy miałem dwadzieścia lat, myślałem tylko o kochaniu. Lecz później kochałem już tylko myśleć • Tylko dwie rzeczy są nieskończone: wszechświat i ludzka głupota. Co do tej pierwszej istnieją jednak pewne wątpliwości • Nauka bez religii jest kaleka, religia bez nauki jest ślepa • Jestem bardzo głęboko religijnym niewierzącym • Gospodarcza anarchia społeczeństwa kapitalistycznego w jego dzisiejszej formie jest, moim zdaniem, prawdziwym źródłem zła • Wszyscy wokół wiedzą, że czegoś nie da się zrobić. I wtedy pojawia taki, który o tym nie wie, i on właśnie to coś robi • Nie wiem, jaka broń będzie użyta w trzeciej wojnie światowej, ale czwarta będzie na maczugi.



Ruch Lotniczy nad Ziemią 24H

Artykuły w Kategoriach:

Poznaj Chiny

Pogoda

Warszawa
2017-10-18, 05:39
Mgła
8°C
Odczuwalna: 9°C
Ciśnienie: 1020 mb
Wilgotność: 100%
Wiatr: 0 m/s S
Prognoza: 2017-10-18
dzień
Przelotne zachmurzenie
21°C
noc
Przelotne chmury
11°C
 

Teleskop Hubble'a