2014-09-08
Kategoria: Ekonomia

Kapitalizm: tak, wypaczenia: nie! Prof. Ha-Joon Chang

23-Things-Capitalism-Chang-Solutions

Ha-Joon Chang – 23 rzeczy, których nie mówią ci o kapitalizmie

Wnioski: jak odbudować gospodarkę światową

Przed nami bardzo trudne zadanie całkowitej przebudowy światowej gospodarki. Nie jest aż tak źle, jak w czasach Wielkiego Kryzysu, tylko dzięki temu, że rządy podtrzymały popyt przez pogłębianie deficytów i bezprecedensowe zwiększanie podaży pieniędzy (Bank Anglii, odkąd powstał w 1644 roku, nigdy nie miał niższej stopy procentowej), zapobiegły szturmom na banki, rozszerzając zakres ubezpieczeń depozytów i wykupiły wiele firm finansowych. Gdyby nie to i znaczące automatyczne podniesienie wydatków na cele socjalne (na przykład zasiłków dla bezrobotnych), to moglibyśmy teraz przechodzić przez znacznie gorszy kryzys gospodarczy niż ten z lat 30. XX wieku.

Są ludzie, którzy wierzą, że dominujący obecnie system wolnorynkowy opiera się na zdrowych fundamentach. Zakładają, że wystarczy tylko pomajstrować gdzieś na jego peryferiach: tutaj trochę więcej przejrzystości, tam odrobina regulacji, w jeszcze innym miejscu nieznaczne ograniczenie wynagrodzeń menadżerów najwyższego szczebla. Ale już same teoretyczne i empiryczne założenia stojące za ekonomią wolnorynkową budzą wątpliwości, co próbowałem wykazać w tej książce. Żadne rozwiązanie nie będzie wystarczające, jeśli nie będzie się wiązało z całkowitą reorganizacją gospodarki.

Co zatem należy zrobić?

Zacznijmy od tego: parafrazując słynne zdanie Winstona Churchilla o demokracji, pozwolę sobie powtórzyć mój wcześniejszy pogląd, że kapitalizm jest najgorszym systemem gospodarczym, jeśli nie liczyć wszystkich innych. Krytykuję kapitalizm wolnorynkowy, a nie wszystkie jego rodzaje.

Chęć zysku wciąż jest najmocniejszym i najbardziej skutecznym paliwem napędzającym gospodarkę i powinniśmy w pełni ją wykorzystywać. Nie wolno jednak zapominać, że nie będzie to możliwe, jeśli pozostawimy ją bez żadnych ograniczeń. Koszty, jakie ponieśliśmy w trakcie ostatnich trzydziestu lat akceptacji dla bezwzględnego dążenia do zysku, są na to najlepszym dowodem.

Podobnie rynek jest wyjątkowo skutecznym mechanizmem koordynacji skomplikowanych działań ekonomicznych wielu podmiotów. Ale jest tylko tym – mechanizmem, maszyną. I jak wszystkie maszyny, wymaga sterowania i regulacji. Podobnie, jak samochód może zabić, jeśli prowadzi go pijany kierowca, albo ocalić życie, kiedy pomaga przywieźć pacjenta do szpitala na czas, tak rynek może czynić rzeczy wspaniałe, ale i godne ubolewania. Samochód można ulepszyć montując w nim lepsze hamulce, większy silnik albo wlewając do jego baku lepsze paliwo. Rynek może działać lepiej, jeśli odpowiednio się na niego wpłynie, zmieniając postawy jego uczestników, ich motywacje i zasady, które nim rządzą.

Istnieją różne sposoby organizowania kapitalizmu. Wolny rynek jest tylko jednym z nich, w dodatku nie najlepszym. Ostatnie trzy dekady pokazały, że w przeciwieństwie do tego, co twierdzą jego zwolennicy, wolnorynkowy kapitalizm spowalnia gospodarkę, zwiększa nierówności i niepewność zatrudnienia oraz prowadzi do częstszych (a czasem wielkich) kryzysów finansowych.

Nie istnieje jeden idealny model. Kapitalizm amerykański bardzo się różni od skandynawskiego, który z kolei różni się od odmiany niemieckiej czy francuskiej, nie mówiąc już o japońskiej. Na przykład kraje, dla których nierówności ekonomiczne w stylu amerykańskim są nie do zaakceptowania (nie wszystkie muszą podzielać ten punkt widzenia), mogą je niwelować za pomocą państwa opiekuńczego, finansowanego z silnie progresywnych podatków dochodowych (jak w Szwecji) lub ograniczając samą możliwość zarabiania pieniędzy, na przykład utrudniając zakładanie wielkopowierzchniowych sklepów (jak w Japonii). Nie ma prostego sposobu na dokonanie wyboru między tymi rozwiązaniami, choć osobiście myślę, że przynajmniej pod tym względem model szwedzki jest lepszy.

Zatem, po pierwsze, kapitalizm – tak. Ale musimy zakończyć nasz romans z nieograniczonym kapitalizmem wolnorynkowym, który tak kiepsko służy ludzkości.

W zamian zastąpmy go jego lepiej uregulowaną odmianą. O jej charakterze niech zadecydują nasze cele, wartości i przekonania.

Po drugie: powinniśmy zbudować nasz system gospodarczy w oparciu o założenie, że ludzka racjonalność jest znacząco ograniczona.

Kryzys 2008 roku ujawnił to, jak bardzo złożoność świata, który stworzyliśmy – zwłaszcza w sferze finansów – wyprzedziła nasze zdolności do jego rozumienia i kontroli. Nasz system gospodarczy załamał się, bo został przemodelowany za radą ekonomistów, którzy uważają, że ludzka zdolność radzenia sobie ze złożonością jest praktycznie nieograniczona.

Tymczasem powinniśmy uznać, że nasze zdolności obiektywnego rozumowania są ograniczone. Można usłyszeć sugestie, że uda się zapobiec kolejnemu wielkiemu kryzysowi finansowemu, jeśli zwiększymy transparentność. To błąd. Podstawowy problem nie polega na tym, że brakuje nam informacji, ale na tym, że mamy ograniczoną zdolność ich przetwarzania. Gdyby problemem był brak przejrzystości, to słynące z niej kraje skandynawskie nie doświadczyłyby kryzysu finansowego na początku lat 90. Jak długo będziemy pozwalać na tworzenie „innowacji finansowych”, tak długo nasza zdolność do ich regulacji będzie pozostawać w tyle za naszą zdolnością do wymyślania coraz to nowych.

Jeśli poważnie myślimy o zapobieżeniu kolejnemu kryzysowi na miarę zapaści z 2008 roku, powinniśmy po prostu zakazywać stosowania skomplikowanych instrumentów finansowych do czasu, aż nie zostanie jednoznacznie wykazane, że mogą one być korzystne dla społeczeństwa w długim okresie. Niektórzy uważają ten pomysł za oburzający. Bynajmniej taki nie jest. W stosunku do innych produktów robimy tak cały czas – weźmy choćby standardy bezpieczeństwa żywności, lekarstw, samochodów i samolotów. Skutkiem wdrożenia tego byłaby procedura zatwierdzania, w której każdy nowy instrument finansowy, spreparowany przez „mózgi” z firm finansowych, byłby poddawany ocenie pod względem ryzyka i korzyści dla systemu w długim okresie, a nie tylko pod względem perspektywy krótkoterminowych zysków dla firm.

Po trzecie: choć uznajemy, że nie jesteśmy bezinteresownymi aniołami, to powinniśmy zbudować system, który w ludziach wyzwala to, co w nich najlepsze, a nie najgorsze.

Ideologia wolnorynkowa zbudowana jest na przekonaniu, że ludzie nie zrobią nic „dobrego”, jeśli im się za to nie zapłaci albo jeśli ich się nie ukarze za niezrobienie tego. Znalazło ono zastosowanie w wersji asymetrycznej – bogatych należy motywować do pracy obietnicą większego bogactwa, a biednych straszyć jeszcze większą biedą.

Troska o własny interes jest silną motywacją. System komunistyczny nie przetrwał, bo ją zlekceważył, a może nawet chciał położyć jej kres. To jednak nie dowodzi, że motywuje nas wyłącznie interes własny. Tak dzieje się tylko w wolnorynkowych podręcznikach. Gdyby prawdziwy świat był pełen racjonalnych, kierujących się własnym interesem podmiotów – jak ten opisywany w tych podręcznikach – to załamałby się po prostu pod ciężarem bezustannego oszukiwania, monitorowania, karania i targowania się.

Poza tym, gloryfikując dążenie do zaspokajania własnego interesu przez jednostki i korporacje, stworzyliśmy świat, w którym bogacenie się zwalnia jednostki i korporacje z innych obowiązków wobec społeczeństwa. Pozwoliliśmy, pośrednio lub bezpośrednio, by nasi bankierzy i menadżerowie funduszy w pogoni za zyskiem likwidowali miejsca pracy, zamykali fabryki, niszczyli środowisko i zrujnowali sam system finansowy.

Jeśli chcemy zapobiec powtórce takich wydarzeń, to powinniśmy zbudować system, który umożliwi bogacenie się, ale też realizację innych celów. Organizacje, korporacje czy ministerstwa powinny nagradzać zaufanie, solidarność, uczciwość i współpracę swoich członków. System finansowy trzeba zreformować tak, by ograniczyć wpływ krótkoterminowych udziałowców – by firmy mogły pozwolić sobie na stawianie celów innych niż maksymalizacja zysku w krótkim okresie. Zachowania korzystne dla dobra publicznego (na przykład ograniczenie konsumpcji energii, inwestycje w szkolenia pracowników), powinny być wspierane nie tylko za pomocą dotacji rządowych. Powinno się je również nagradzać społecznym uznaniem.

Nie chodzi wyłącznie o względy moralne. To również apel do światłego interesu własnego. Jeśli pozwolimy, by zakrojony na najbliższą przyszłość interes własny jednostek czy organizacji dominował we wszystkich dziedzinach życia społecznego, narazimy cały system. W długim okresie wszyscy na tym stracą.

Wyrazista, odważna i coraz bardziej wpływowa książka, która w świecie finansjery wywołuje nieżyt żołądka.

The-Guardian-Logo

Po czwarte: powinniśmy porzucić wiarę w to, że ludzie zawsze zarabiają tyle, ile im się „należy”.

Mieszkańcy biednych krajów są często bardziej produktywni i przedsiębiorczy niż mieszkańcy krajów bogatych. Gdyby dostali równe szanse dzięki swobodzie imigracji, mogliby – i zrobiliby to – zastąpić znaczną część siły roboczej w bogatych krajach, choć byłoby to politycznie nieakceptowalne i niepożądane. Z tego punktu widzenia, to systemy gospodarcze i kontrola imigracji w bogatych krajach, a nie brak osobistych kwalifikacji, sprawiają, że biedni w biednych krajach nie wychodzą z ubóstwa.

To, że ludzie nie mogą wyrwać się z ubóstwa z powodu braku prawdziwej równości szans, nie oznacza jeszcze, że w społeczeństwach, w których szanse są równe, ubodzy zasłużyli sobie na swój los. Potrzebny jest pewien stopień równości rezultatów. Przede wszystkim (choć nie wyłącznie), trzeba zapewnić wszystkim dzieciom odpowiednie wyżywienie i opiekę. W przeciwnym razie równość szans zapewniana przez mechanizm rynkowy nie zagwarantuje sprawiedliwego współzawodnictwa. Będzie to raczej wyścig, w którym nikt co prawda nie może wystartować wcześniej, ale niektórzy mają przymocowane do nóg ciężarki.

Po drugiej stronie spektrum wynagrodzeń znajdują się stawki menadżerów wysokiego szczebla, które w ciągu ostatnich dziesięcioleci w USA wystrzeliły w stratosferę. Od 1950 roku amerykańscy menadżerowie pomnożyli swoją względną płacę przynajmniej dziesięciokrotnie (wówczas przeciętny CEO zarabiał 35-krotność średniego wynagrodzenia pracowniczego, natomiast dzisiaj jest to 400-500-krotność). Nie stało się tak dlatego, że ich produktywność rosła dziesięć razy szybciej niż wydajność pracowników. Nawet nie licząc opcji na zakup akcji, amerykańscy menadżerowie zarabiają dwa i pół razy więcej niż duńscy i cztery razy więcej niż japońscy, mimo ewidentnego braku różnic w ich wydajności.

Tylko mając prawo kwestionowania rynkowego rozdania, będziemy mogli poszukać sposobu na stworzenie bardziej sprawiedliwego społeczeństwa. Możemy i powinniśmy zmieniać zasady funkcjonowania giełdy i systemu zarządzania korporacyjnego celem ograniczenia nadmiernie wysokich wynagrodzeń w spółkach z ograniczoną odpowiedzialnością. Powinniśmy nie tylko zapewniać równe szanse, ale też wyrównywać do pewnego stopnia pozycje startowe wszystkich dzieci, jeśli chcemy, by nasze społeczeństwa były naprawę merytokratyczne. Ludzie powinni dostawać prawdziwą, a nie pozorną, drugą szansę dzięki zasiłkom dla bezrobotnych i publicznie dotowanym szkoleniom na zmianę kwalifikacji. Biednych ludzi w biednych krajach nie powinno się winić za ich nędzę, skoro lepiej wyjaśnia ją słabość tamtejszych systemów gospodarczych i kontrola imigracji w bogatych krajach. Rezultaty działania rynku nie są zjawiskami „naturalnymi”. Można je zmieniać.

Gini-Index-World-2013

1234

O Autorze

 > John Lennon „Imagine”: Imagine there’s no Countries... Imagine no Possession... Nothing to Kill or Die For... And no Religion too... No Need for Greed or Hunger... A Brotherhood of Man... (Niestety, John, dziś żyjemy w innym świecie. Twoje idee, lepsze czy gorsze, zostały wypaczone). Mahatma Gandhi: Na początku cię ignorują. Potem śmieją się z ciebie. Następnie z tobą walczą. W końcu wygrywasz • Siedem grzechów społecznych: polityka bez zasad, bogactwo bez pracy, przyjemność bez sumienia, wiedza bez osobowości, wiara bez poświęcenia, nauka bez człowieczeństwa oraz handel bez moralności • Religie to różne drogi prowadzące do tego samego celu. Jakaż to jest różnica, którą z nich wybierzemy? Jaki cel więc mają te kłótnie między nami? • Słabi nigdy nie potrafią przebaczać. Przebaczenie jest cnotą silnych • Jakże wielkiej daniny grzechu i błędów wymaga od człowieka bogactwo i władza • Nie znam większego grzechu niż uciskanie słabszych w imieniu Boga • Jest wiele powodów, dla których mogę być przygotowany na śmierć, ale nie ma żadnego, dla którego gotów byłbym zabić. Albert Einstein: Nie ma rzeczywistości samej w sobie, są tylko obrazy widziane z różnych perspektyw • Gdy miałem dwadzieścia lat, myślałem tylko o kochaniu. Lecz później kochałem już tylko myśleć • Tylko dwie rzeczy są nieskończone: wszechświat i ludzka głupota. Co do tej pierwszej istnieją jednak pewne wątpliwości • Nauka bez religii jest kaleka, religia bez nauki jest ślepa • Jestem bardzo głęboko religijnym niewierzącym • Gospodarcza anarchia społeczeństwa kapitalistycznego w jego dzisiejszej formie jest, moim zdaniem, prawdziwym źródłem zła • Wszyscy wokół wiedzą, że czegoś nie da się zrobić. I wtedy pojawia taki, który o tym nie wie, i on właśnie to coś robi • Nie wiem, jaka broń będzie użyta w trzeciej wojnie światowej, ale czwarta będzie na maczugi.



SKOMENTUJ

Zaloguj się i napisz komentarz.

Ruch Lotniczy nad Ziemią 24H

Artykuły w Kategoriach:

Poznaj Chiny

Pogoda

Warszawa
Przeważnie pochmurnie
18°C
Odczuwalna: 20°C
Ciśnienie: 1020 mb
Wilgotność: 63%
Wiatr: 3 m/s W
Prognoza: 2017-08-22
dzień
Częsciowo słonecznie, burze
18°C
noc
Częściowo pochmurno, burze
10°C
 

Teleskop Hubble'a